Wyświetlono wypowiedzi znalezione dla słów: torby skórzane Kraków





Temat: XVI Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy
Wojewoda wielkopolski Piotr Florek przekaże przedwojenną - ważącą 1,5 tony kasę - szafę pancerną oraz ponad 40-letnie szachy, które zdobył jako nagrodę w wyścigu kolarskim. Komendant Wielkopolskiej policji już podarował replikę skałkowej broni myśliwskiej. Strażnicy miejscy przekazali dwa rowery Marycha z lat 60. Prezydent Poznania podarował skórzaną teczkę, a marszałek województwa unikatową serię medali, wydaną z okazji XXIX Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Dzięki Orkiestrze można będzie również kupić piłkę z autografem selekcjonera reprezentacji Polski Leo Beenhakkera oraz piłki z podpisami piłkarzy Lecha.

Plac Mickiewicza - od 10:00 do 16:00 - prezentacje działań służb medycznych i mundurowych.

Przed siedzibą Centrum Kultury Zamek:
od 10:00 do 21:00 – gastronomia, kiermasz
od 15:00 pokaz ratownictwa – symulacja wypadku drogowego
od 16:00 do 22:30 - koncerty na plenerowej scenie, goście WOŚP
około 19:50 – kulminacyjny punkt programu: Światełko Do Nieba
SCENA PRZED ZAMKIEM
16:00 – 16:05 Początek
16:05 – 16:45 PINESKA – reggae, ska
16:55 – 17:55 HEAVYWEIGHT - metal
18:10 – 19:10 ERIEF MASSIV – reggae, dancehall, hip-hop
19:25 – 20:30 DRUMSTEIN – rock, folk, reggae
20:50 – 22:20 MALEO REGGAE ROCKERS

Finał Orkiestry odbędzie się w Luboniu w Factory Outlet przy ul. Dębieckiej. Tam dzięki gościnności szefów Factory stanie scena na której, od godziny 15.00 rozpoczną się występy:

o godz. 15.00 wystąpi Zespół Flażoletowy im. św. Patryka z Ośrodka Kultury w Luboniu
o godz. 15.15 wystąpi Grupa „Dallas Country”
o godz. 15.30 koncert Tomka Drabiny
o godz. 16.30 koncert zespołu „The Medley”
o godz. 17.15 wystąpi Grupa „Dallas Country”
o godz. 17.30 licytacja
o godz. 18.00 koncert Haliny Frąckowiak
o godz. 19.00 światełko do nieba

Podczas licytacji będzie można kupić min. zaproszenia na koncert Alicji Majewskiej i Włodzimierza Korcza, naczynia AMC ze stali szlachetnej, obraz, rzeźbę anioła, kubki związane z kabaretem Afera, koszulka klubowa Lecha Poznań, maskotki Straży Miejskiej w Luboniu, gadżety WOŚP (m.in. kubki, kalendarz, koszulka, torba, kasety z Przystanku Woodstock).

W tym roku w telewizji ogólnopolskiej nie będzie transmisji z Poznania. Dwójka oraz TVN postawili na Wrocław, Warszawę, Kraków i Gdańsk. W Poznaniu światełko do nieba z tego też powodu zostało przesunięte na godzinę 19.50.

Ciekawe dlaczego pominięto tym razem Poznań? Czyżby za mało atrakcji? Powiem szczerze, że obserwując przez lata finały w innych miastach na ich tle wypadaliśmy blado...





Temat: "Co by było gdyby..." czyli nie dopuszczajcie mnie
Nikogo. Nawet przez sekundę nikt nie zaswitał na liscie gadu-gadu, nikt nie reagował na smsy, mało tego – wszyscy nagle powyłaczali komórki. W miarę jak czekałam przed monitorem, co chwilę odswieżajac stronę główna Pieczary, ogarniał mnie irracjonalny strach. Gdzie oni sa? Czy to może ja jestem odłaczona od neta, tylko o tym nie wiem? Jakis wirus?
Nawet jesli, to nie sięgałby komórek. Piszac kolejne słowa, konstruujac następne zdania czułam, że cokolwiek się dzieje, ma to zwiazek ze mna. Z tym, co własnie robiłam.
Więc musiałam to dokończyć.

Osiem

Trzasnał drzwiczkami auta, zapominajac o tym, że nie był to samochód z JEGO czasów i zawiasy czy na czym to się trzymało nie musza być tak wytrzymałe.
-Byli tu. – osadziła bez namysłu Magda, ogladajac rozmokłe slady. – I to długo. Szukali i chyba znalezli, skoro tu ich nie ma.
Jagoda szła po kałużach z pływajacym popiołem i rozgladajac się uważnie dookoła. Czuła w sobie umiejętnosci, których z pewnoscia nie miała w swiecie, z którego przybyła. Chłodne, racjonalne, detektywistyczne myslenie. Stanowili dziwna ekipę – pomijajac oczywiscie fakt, że znali się około dwóch lat i przybyli z innych czasów – ona myslała zimno nad faktami i próbowała wykombinować rezultat, Marcin był od tych spontanicznych decyzji, a Moe jakby to wszystko równoważyła. Zastanawiała się, dlaczego tylko oni w to wpadli. Gdańsk, Inowrocław i Nowy Sacz… Równie dobrze mógł to być Poznań, Warszawa i Kraków, ale padło własnie na nich. Dlaczego?
-Nic tu nie ma. – Magda wyłoniła się z szybko zapadajacego zmierzchu z zacięta mina. Wydawała się najmniej przejmować zaistniała sytuacja, momentami wręcz cieszyła. – Absolutnie nic. Popioły, trochę osmalonych murów. Jakies stopione szkło. Jesli jest tu cos cennego, to przywalone gruzami. Można dać sygnał, żeby zaczęli sprzatać. Nic tu po nas.
-Jestes pewna? – spytał Marcin, dotychczas nerwowo miętoszacy swój kaszkiet.
-Absolutnie. – odparła szatynka, kierujac się w stronę ich srodka lokomocji. Jagoda bez słowa podażyła za nia. Wzruszył ramionami i również się skierował w tamta stronę.

Wychodzili na górne piętra i z każdym krokiem robiło się coraz bardziej niebezpiecznie. Nie mieli żadnego alibi. Jesli wpadna – to na amen.
Taka i jej podobne mysli rozbijały się po ich głowach własciwie bez udziału swiadomosci. Była to wiedza, która otrzymali wraz z przeniesieniem się w te realia, na ten swiat. Adela czuła ciężar wytrychów w kieszeni i paru innych ciekawych przyrzadów w torbie, Arek bez mrugnięcia okiem trzymał w górze latarenkę, Beata próbowała się nie przewrócić w niebotycznych szpilkach. W końcu waskie schody się skończyły, pojawiło się przejscie za lustrem w czyjejs łazience. Ostatecznie byli w hotelu, z którego największy rywal w miescie zrobił sobie bazę.
I było tu cos, co zamierzali zabrać.
-Którędy teraz? – spytał Arek, gaszac latarnię i podajac ja Adeli, by schowała ja w przepasciach skórzanej torby. Beata zerknęła na swistek papieru.
-Na najwyższe piętro. Schodami, w windzie nas przyłapia. Apartament prezydencki. Adela zostaje piętro niżej, idziemy tam w dwójkę. – przypomniała. – Legitymujemy się, w tym czasie Adela schodzi na dół i łapie taksówkę. Wolno, nie spieszac się, schodzimy na dół po wczesniejszym zabraniu tego, co mamy zabrać. I lecimy.
Na twarzy blondynki w męskim stroju pojawił się krzywy usmieszek, gdy podniosła rękę i zasalutowała. Zgodnie z poleceniem, na przedostatnim piętrze ni stad, ni zowad zawróciła, by leniwie wyjsć na moknaca w smętnym deszczu ulicę i złapać jakas taryfę. Na jej ustach ciagle tkwił szelmowski półusmiech.





Temat: Koszykarki Lotosu ofiarami
Autor: Krystian Gojtowski
Fatalny był koniec roku dla koszykarek Lotosu VBW Climy Gdynia. Złodzieje nie mieli poszanowania dla dokonań zawodniczek i w ostatnich dniach kolejno włamywali się do ich mieszkań lub samochodów. Mało tego, próbowano dostać się także do siedziby Basketball Investments SSA!

To była chyba najbardziej pechowa wigilia Świąt Bożego Narodzenia dla Joanny Cupryś. Do świątecznego stołu zasiadła wraz z rodziną Waldemara Szwichtenberga, swej sympatii. Złodzieje wykorzystali okazję i okradli mieszkanie z najcenniejszych przedmiotów: komputera, laptopa, skórzanych kurtek, biżuterii, drogich perfum, toreb. W sumie straty można ocenić na grubo ponad 20 tysięcy złotych. Zawodniczka bardzo żałuje przede wszystkim utraty komputera, na którym przygotowywała się do zajęć w Wyższej Szkole Międzynarodowych Stosunków Politycznych i Gospodarczych w Gdyni. - W osiedlu Sokółka włamań w ostatnim czasie było całe multum. Niestety, jestem zaskoczona biernością policji w tej sytuacji - narzeka skrzydłowa Lotosu VBW Climy Gdynia. Jeśli dodamy do tego fakt, że kilka tygodni wcześniej Szwichtenbergowi, rugbiście Arki ukradziono seata ibizę, to mamy pełny obraz nieszczęścia. - Teraz nie tylko muszę się dorabiać od początku, ale i inwestować w systemy antywłamaniowe - dodaje zawodniczka.

Zrozpaczona była także Chasity Melvin, która wyjeżdżała z Polski biedniejsza o komputer, ubrania i torby. Kradzież w Polsce dla czarnoskórej Amerykanki nie jest żadną nowością. Wcześniej włamano się do jej samochodu. Zginęły radio i głośniki.

Włamanie ma za sobą także Agnieszka Bibrzycka, mieszkająca na Dąbrowie. Tym razem celem był garaż. W jego wnętrzu stał daewoo matiz Michała Nikiela, sympatii zawodniczki. Koszykarki nie było w domu, podobnie jak i jej mamy. Środkowy Vikinga Gdynia przyjechał więc swym matizem pilnować mieszkania. - Na całe szczęście, gdyż w porę się zorientował, że włamano się do garażu i wystraszył złodziei. Zbito mu tylko szybę w samochodzie i próbowano wyrwać radio - opowiada pani Danuta.

Złodzieje odwiedzili także siedzibę Basketball Investments SSA przy ulicy Olimpijskiej, a dokładniej rzecz biorąc - przyległy do biura magazynek. Na szczęście tym razem włamywaczom nie udało się pokonać zamka. - Uszkodzono go, jednak nic nie zginęło - zapewnia Marcin Kicior, dyrektor klubu.

Mimo tak fatalnych zdarzeń zawodniczki w komplecie stawiły się na pierwszych zajęciach w nowym roku. - Przy sprawdzaniu wagi było trochę dowcipkowania. Żadna nie miała poświątecznej nadwagi, jednak jak to kobiety, nie wszystkie były zadowolone ze swych parametrów - mówi Krzysztof Koziorowicz, trener gdyńskiego teamu. Od soboty nasze koszykarki codziennie zaliczają po dwa treningi dziennie przygotowując się do ligowych występów z Wisłą Can-Pack w Krakowie w czwartek oraz z PZU Polfą w Pabianicach w sobotę. W następną środę Lotos czeka euroligowy występ w Walencji z Casares. - Długość przerwy była idealna. Zauważyłam nawet, że złapałam zapał do gry. Odczuwam głód koszykówki - zapewnia Małgorzata Dydek.

zrodlo:trojmiastsport.pl



Temat: siedem
Moi drodzy, mam ogromną prośbę, pierwszy raz piszę /chcę napisać/ dłuższe opowiadanie, poniżej jest wstęp do niego, napiszcie mi czy jest sens kontynuować? z góry bardzo Wam dziękuję

SIEDEM

Było ciemno, krople deszczu roztrzaskiwały się z pluskiem o zakurzone ulice Krakowa. Jedną z nich przechadzała się postać wątłej postury z twarzą zatopioną w mroku kaptura. Tylko oczy błyszczały odbijając światło latarni. W prawej dłoni ściskała skórzaną teczkę koloru mahoniu. Szła ostrożnie, co jakiś czas rozglądając się wokół. Każdy szmer lub powiew wiatru w koronach drzew sprawiały, że stawała nasłuchując w skupieniu kroków. Upewniwszy się, że jest sama, skręciła w ulicę Grodzką i wpadła do kamienicy z żółtej cegły, nr 7. W biegu pokonała schody prowadzące na trzecie piętro. Spiesznie sięgnęła do kieszeni w poszukiwaniu kluczy. Na klatce rozległ się delikatny dzwonek metalu o metal. Postać wślizgnęła się do mieszkania, zatrzaskując za sobą drzwi. Płaszcz opadł na komodę w przedsionku. Z kaptura wyłoniła się twarz młodej kobiety. Skórę miała ciemną jak heban. Wybiła północ. Powieki zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Uległa. Zgasiła lampę, kładąc się w miękkiej, granatowej pościeli. Zdążyła jeszcze wymamrotać kilka słów modlitwy zanim odpłynęła we śnie.

Mocne, południowe słońce wdarło się przez żaluzje w oknach, których nie zdążyła zasłonić poprzedniego wieczora. Zaklęła spoglądając na ścienny zegar, wybijający godzinę dwunastą. Zaspała! Był siódmy marca. Dzień, który miał odmienić jej los. Dziś mogła zniknąć. Zostawiając miasto, z którym łączyły ją wspomnienia, nie warte nawet splunięcia. Zerwała się z łóżka. Zaczęła spiesznie wkładać na siebie ubranie, znacznie różniące się od jej codziennego. Mocno umalowała twarz i przykryła ciemne włosy peruką w kolorze miedzi. Poczuła się jak aktorka, mająca zagrać swój pierwszy a zarazem ostatni spektakl. Ostrożnie uchyliła mahoniową torbę, spadek po cioci Lidii nadal tam był. Wyciągnęła z szafy podręczną walizę. Spakowała wcześniej przygotowane ubrania, książki i bilet. Szybkim krokiem wyszła z mieszkania. Zbiegła po schodach i pognała na dworzec. Według informacji, kolejny pospieszny jadący na miejsce, do którego miała się udać, ruszał o godzinie szesnastej siedemnaście.

Dochodziła siedemnasta. Zasłona popielatych obłoków przykrywała wiosenne słońce. W powietrzu unosił się żelazny puls gnającego pociągu. Kobieta siedziała w pustym przedziale, przy oknie. Spoglądała z ulgą na migające obrazy domów, drzew, peronów, miast i wsi, które stawały się, z każdą chwilą bardziej obce.

Zegar wybijał piątą rano, kiedy pociąg wjechał na dworzec jednej z nadmorskich miejscowości. Rześkość wczesnego powietrza, oraz widok małej stacji wzbudziły w kobiecie zachwyt i przekonanie, że już nic w jej życiu nie będzie takie jak przedtem. Usiadła na peronowej ławce, zamyślona, zapominając o mapie, którą trzymała w dłoni. Rozejrzała się. Po jej lewej stronie para narkomanów wstrzykiwała sobie ukradkiem po dawce. Gdy spojrzała na prawo natrafiła na szare, zmęczone oczy starego mężczyzny na wózku. Na wprost dostrzec można było tylko tory. Zadumała się, czy coś różni ją od garstki ludzi, których obserwuje.

Nie trwała długo w zamyśleniu. Prześledziła wzrokiem szlak prowadzący do miejsca, w którym znajdował się wynajęty przez nią dom z bali. Ruszyła w drogę. Nie minęło pół godziny nim znalazła to, czego szukała. Dom był piękny. Pomalowany na ciemną, trawiastą zieleń. Z przodu znajdował się nieduży ganek, na którym stała popielata ława ze zdobieniami na oparciu i po bokach. Niepokój zbudził w kobiecie tylko jeden szczegół, tabliczka z numerem. Jakby mieszkała wciąż jak dawniej, pod siódemką.
Weszła do jego wnętrza. Wyglądało przytulnie. Przestronny pokój z aneksem kuchennym, łazienka i mała sypialnia. Każda ściana była pomalowana na inny, pastelowy kolor. Futryny oraz zasłony nosiły barwę pistacji. Podłogi były pokryte panelami z jasnego drewna poza kuchnią, która była pokryta od połowy ściany do połowy podłogi płytkami w kolorze mokki.
Na jasnym blacie stał elektryczny czajnik, który napełniła wodą i nastawiła do zagotowania. Po niedługiej chwili wyszła na ganek z zielonym kubkiem aromatycznej kawy. Usiadła na jednym z dwóch drewnianych stopni i odetchnęła.